niedziela, 7 maja 2017

Rozdział XIX

Witam Wszystkich!
Na początek chciałam Was przeprosić za tak długą nieobecność. Wpłynęło na to wiele czynników, jednak żaden nie jest w stanie mnie usprawiedliwić...
Mea Culpa
Chcę z góry podziękować tym wszystkim, którzy wytrwali przez te trzy miesiące posuchy.
Zrobię wszystko, aby więcej Was nie zawieść.
Teraz przejdźmy do tej, mam nadzieję, milszej części.
Przed wami kolejny rozdział!
Zapraszam do czytania i komentowania!
Pozdrawiam i przepraszam,
♥ Lilith ♥


Znalazła się w obskurnej, ślepej uliczce. Niedaleko niej stał mężczyzna cały ubrany na czarno. W lewej ręce trzymał różdżkę. Hermiona domyśliła się, że to właśnie on jest właścicielem wspomnienia. Nie miała jednak zbyt wiele czasu, aby mu się przyjrzeć, ponieważ już chwilę później ruszył przed siebie, a ona w ślad za nim. Dopiero po jakimś czasie pozwoliła sobie na odwrócenie wzroku. Na pierwszy rzut oka stwierdziła, że znajduje się w osiemnasto-, może dziewiętnastowiecznym mieście, gdzieś w Anglii. Pewna była tylko jednego, ludźmi na ulicach byli mugole.

Mężczyzna niespodziewanie zatrzymał się przed jednym ze sklepów. Przyglądał się wystawie, która nie wyglądała zbyt zachęcająco. Wszystko pokrywała gruba warstwa kurzu: księgi, drewniane kukiełki i wiele innych, trudnych do zidentyfikowania, przedmiotów. Gdy Hermiona zobaczyła zniesmaczenie na jego twarzy, była pewna, że ruszy on dalej, jednak nic podobnego się nie stało. Wręcz przeciwnie, mężczyzna wszedł do sklepu, a ona zaraz za nim. W środku panował przytłaczający półmrok. Tam, gdzie wpadało światło, widoczne były unoszące się w powietrzu drobinki kurzu. Hermiona była pewna, że gdyby znajdowała się tam również ciałem, a nie tylko umysłem, to nie mogłaby powstrzymać kichania. 

Nagle usłyszała skrzypienie drzwi gdzieś w najciemniejszej części sklepu. Natychmiast zwróciła całą swoją uwagę w tamto miejsce. Człowiek, który się przed nią pojawił, nie wyglądał zbyt schludnie. Postrzępiona szata, resztki włosów, jakie pozostały na jego głowie, żyły własnym życiem, a buty wyglądały, jakby odziedziczył je po swoim dziadku. Wzrostem również nie mógł się pochwalić, jednak mimo swojego odpychającego wyglądu sprawiał wrażenie człowieka niezwykle przyjaznego. Z jego naznaczonej już czasem twarzy nie schodził szczery uśmiech, który sięgał także ciemnych oczu. Przez chwilę przyglądał się przybyszowi, jakby go oceniał, po czym stanął za ladą.

- W czym mogę pomóc? - zapytał ciepłym głosem właściciel.

- Szukam niezwykle rzadkiego przedmiotu i jestem niemalże pewny, iż znajduje się on w pańskim sklepie - odpowiedział mężczyzna chłodno, patrząc na niego z góry.

- Jakiego rodzaju przedmiot pana interesuje? - właściciel, mimo chwilowego zmieszania, trzymał się swojej roli.

Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, nim odpowiedział:

- Z moich źródeł wynika, iż nie jest on zbyt duży. Może przypominać talizman... - jego ton uległ lekkiej poprawie, jednak w dalszym ciągu można było odczuć dzielący ich dystans.

- Proszę chwilę zaczekać... - powiedział właściciel, a już chwilę później znalazł się za tymi samymi drzwiami, przez które wszedł chwilę wcześniej.

Hermiona zaczęła analizować sytuację, której była świadkiem. Interesowało ją, kim może być mężczyzna, do którego należało wspomnienie oraz czym może być ten niezwykły przedmiot, którego poszukuje. Teraz gdy miała chwilę, mogła lepiej mu się przyjrzeć. Był całkowitą przeciwnością właściciela sklepu. Wysoki, szata szyta na miarę, gęste, ciemne włosy sięgały jego ramion. Jego postawa wręcz emanowała wyższością i pewnością siebie, a ton głosu świadczył o tym, że nie przywykł do przebywania wśród ludzi pokroju, starszego już, właściciela sklepu. Hermiona podejrzewała, że przyczyną tego było jego pochodzenie. W końcu był czarodziejem i na pewno nie miał zbyt wielu okazji do rozmów z mugolami.

W pomieszczeniu po raz kolejny rozbrzmiał dźwięk skrzypiących drzwi. Sklepikarz pojawił się przed mężczyzną z pudełkiem sporych rozmiarów w rękach. Położył je na blacie, otworzył i pokazał jego zawartość klientowi. Hermiona podeszła bliżej, aby również się mu przyjrzeć. W środku znajdowały się różnego rodzaju amulety, naszyjniki, zawieszki... Większość z nich nie wyglądała na zbyt cenne, a mężczyzna w czerni musiał mieć o nich takie samo zdanie. Przyglądał się im przez chwilę, po czym zadał właścicielowi pytanie:

- Czy to aby na pewno wszystko, co znajduje się w tym sklepie?

- Na tę chwilę tak - odpowiedział sklepikarz.

Na jakiś czas zapanowała niezręczna cisza, podczas której obaj panowie rzucali sobie nawzajem badawcze spojrzenia. W końcu mężczyzna zdecydował się odezwać po raz kolejny:

- A czy w ostatnim czasie nie sprzedałeś czegoś podobnego?

Hermiona mogła dostrzec wyraźne próby przypomnienia sobie czegokolwiek przez właściciela, jednak nie to przykuło je uwagę... To zachowanie drugiego mężczyzny ją zaintrygowało. Z jego twarzy zaczęło znikać poczucie wyższości, a zstąpiło je pragnienie. Mogła się tylko domyślać, czym był ten przedmiot, który spowodował, że w oczach opanowanego mężczyzny pojawił się ogień. Mimo iż nie trwało to długo, było na tyle niezwykłe, że utkwiło w jej pamięci.

- Nie wykluczam, iż coś podobnego mogło mieć miejsce... - odezwał się po chwili właściciel.

- A czy jest pan w stanie przypomnieć sobie, kim jest nowy nabywca?

- Nie ujawniam informacji o swoich klientach, przykro mi, nie mogę panu pomóc... 

Jego ton uległ zmianie. Stał się niezwykle chłodny, mimo że w dalszym ciągu był profesjonalny. Właściciel już zaczął się odwracać z zamiarem odejścia, gdy mężczyzna zrobił coś niespodziewanego. Wyjął różdżkę i skierował ją w stronę sprzedawcy, w którego oczach można było zobaczyć strach. Hermiona pomyślała sobie, że nie wyglądało to na naturalną reakcję mugola. 

- Ja jestem zupełnie innego zdania - słowa mężczyzny dzierżącego różdżkę były przepełnione pogardą. - Sądzę, że za chwilę przekaże mi pan wszystko, co wie na temat nabywcy. Z własnej woli lub z moją małą pomocą...

- Wiedziałem, że jesteś jednym z nich... - powiedział do siebie właściciel. - Wyjątkowo dużo kręci się was w okolicy. Powiem ci tylko dla świętego spokoju. Założę się, że ten, który to ode mnie odkupił, też macha patykami na prawo i lewo. Świat już doszczętnie zwariował! Nie mam pojęcia, co moja córka widziała w takich jak wy...

- Nie potrzebuję twojej spowiedzi, tylko informacji.

- Musisz mi jednak obiecać, że dopilnujesz, aby nie pojawili się tu już nigdy ludzie waszego pokoju. Odebraliście mi jedyną córkę, chociaż marne resztki mojego życia zostawcie w spokoju.

- Zgoda - powiedział mężczyzna i podał staruszkowi rękę.

- Jedyne co mam, to adres, na który kazał wysłać zakup. Mogę go panu zapisać, jednak nie obiecuję, że nabywca w dalszym ciągu się tam znajduje.

Po raz kolejny wszedł do pomieszczenia za sobą. Już po chwili wrócił z kawałkiem papieru w ręce. Podał go mężczyźnie, który od razu schował go do kieszeni szaty, przez co Hermiona nie miała okazji mu się przyjrzeć. 

- Mam nadzieję, że jakoś to panu pomoże i że wywiąże się pan z naszej umowy.

- Porozmawiam z kim trzeba. Żegnam.

Hermiona ruszyła za mężczyzną w kierunku wyjścia. W międzyczasie musiało się rozpadać, ponieważ ludzie chodzący po ulicy nosili parasole. Było to dla niej dziwnym uczuciem, gdy nie mogła poczuć kropli spadającego deszczu, mimo że miała go przed oczami. Już chciał podążyć za właścicielem wspomnień, gdy widok przed jej oczami zaczął się rozmywać, a chwilę później przeobraził w coś zupełnie innego...

***

Harry czuł się dziwnie, gdy nie miał Hermiony w swoim pobliżu. Mimo iż zdawał sobie sprawę z tego, że jego myśli są absurdalne, to wciąż nie potrafił przestać obawiać się o swoją przyjaciółkę. Dopiero teraz mógł w pełni zrozumieć, dlaczego Hermiona zawsze na niego czeka, gdy jest u Dumbledore'a, bez względu na to, jak późno by nie wracał. Postanowił, że podziękuje jej za to przy najbliższej okazji. Zastanawiał się, czego Hermiona dowie się z tych wspomnień i czy w ogóle istnieje jeszcze cokolwiek, co będzie w stanie ją zaskoczyć. Po tym wszystkim, co działo się ostatnio w jej życiu, szczerze w to wątpił.

Ginny podeszła do Harry'ego niespodziewanie, przerywając jego rozmyślania. Wszystko wskazywało na to, że dziewczyna liczy na poważną rozmowę i nie da się spławić. Usiadła naprzeciwko niego i przyglądała się przez jakiś czas, nim postanowiła się odezwać:

- Cześć, Harry... - przywitała się Ginny z uśmiechem na ustach, Harry jednak nie dał się zwieść.

- Ginny... co cię do mnie sprowadza? - zabrzmiało to nieco oficjalnie, jednak Harry postanowił się tym nie przejmować.

- Musimy porozmawiać Harry - odpowiedziała Ginny.

- O czym chcesz rozmawiać? Stało się coś? - Harry naprawdę nie miał pojęcia, o co mogłoby jej chodzić.

- O Hemionie, czy to nie oczywiste? - odpowiedziała pytaniem Ginny.

Nie. Dla niego nie było to nawet w najmniejszym stopniu oczywiste. Dlaczego Ginny tak nagle postanowiła zainteresować się Hermioną? Ta sprawa wydała mu się podejrzana, jednak nie potrafił znaleźć sensownej przyczyny, dla której Ginny miałaby zaszkodzić jego przyjaciółce.

- Chodzi o coś konkretnego? - zapytał Harry.

Ginny przyglądał się Harry'emu przez jakiś czas. Wyglądała tak, jakby nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć. To już całkowicie zbiło go z tropu. W końcu to ona do niego przyszła, to ona chciała rozmawiać, więc dlaczego nie potrafi odpowiedzieć na tak proste pytanie? Dopiero w tym momencie zaczęło go to naprawdę interesować. Ginny, która milczy? Niecodzienne zjawisko. Harry zastanawiał się, co powinien zrobić w tej sytuacji, jak przekonać ją do mówienia? Zazwyczaj nie było to żadnym problemem, dlatego teraz wydawało się o wiele trudniejsze. Na szczęście Ginny postanowiła sama się odezwać, czym rozwiązała jego problem:

- Sprawa jest nieco delikatna... - zaczęła. - Nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiał. Po prostu widzę, co się ostatni między wami dzieje...

- Chwila, co? - przerwał jej Harry. - Ginny, chyba nie masz na myśli, że... To przecież jakiś absurd.

- Nie jestem ślepa, Harry - mówiła z przekonaniem. - Zauważam rzeczy, których nawet wy sami nie potraficie dostrzec, dlatego postanowiłam wam pomóc.

- Nie bądź śmieszna. Jesteśmy z Hermioną tylko przyjaciółmi, sądziłem, że zdajesz sobie z tego sprawę - Harry miał świadomość, że ton jego głosu jest zbyt ostry, jednak emocje wzięły nad nim górę i nie potrafił nad nimi zapanować.

Ginny wyglądała przez chwilę na zmieszaną, jednak szybko wzięła się w garść. Jej opanowanie zaczynało tracić na sile, a Harry doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ta rozmowa może w każdej chwili przeistoczyć się  w awanturę. Nie podobały mu się te wszystkie insynuacje, jednak mimo wszystko nie chciał się z Ginny pokłócić.

- Przepraszam cię Ginny - zaczął Harry - trochę przesadziłem, jednak musisz zrozumieć, że to wszystko, co miałaś okazję oglądać, było tylko na pokaz. Myślałem, że rozmawiałaś na ten temat  z Hermioną.

- Owszem, rozmawiałam - odezwała się po dłuższej przerwie Ginny. - Miałam jednak okazję widywać was również poza spojrzeniami innych... Dlaczego nie chcesz po prostu przyjąć do wiadomości tego, że coś się między wami zmieniło?

- Ponieważ nic się nie zmieniło, a nawet jeśli, to nie jestem odpowiednią osobą do przekazywania ci takich informacji - odpowiedział Harry.

- Czyli jednak... - powiedziała bardziej do siebie niż do Harry'ego.

Harry miał już dość. Po raz pierwszy zaczął żałować, że namówił Hermionę na to wszystko. Dlaczego nawet Ginny, która przecież doskonale wiedziała, dlaczego zrobili to wszystko, zaczęła wierzyć w tę bajkę? Nie potrafił tego zrozumieć, jednak wiedział, że musi sprowadzić ją z powrotem na ziemię.

- Ginny, proszę cię, przestań. Dlaczego nie potrafisz zrozumieć...

- To ty niczego nie rozumiesz! - przerwała mu Ginny. - Zamiast zaprzeczać, mógłbyś w końcu pogodzić się z sytuacją i przyjąć do świadomości, że to nie jest już tylko przyjaźń...

Harry chciał coś odpowiedzieć, jednak nie miał już ku temu okazji, ponieważ Ginny odwróciła się i wyszła. Dlaczego upierała się ona, aż tak bardzo, przy swoich fanaberiach? Jak do tej pory była jedną z nielicznych osób, które znały prawdę, jedyną, której powiedzieli świadomie, dlaczego więc zmieniła zdanie? Nie potrafił odpowiedzieć sobie na to pytanie.

***

Różnica była uderzająca. Z ulicy pełniej kamienic, sklepów i ludzi w deszczu przeniosła się do jakiegoś lasu. Po rodzajach drzew i innych roślin, jakie tam widziała, domyśliła się, że jest w dżungli. W jej najbliższym otoczeniu znajdowała się tylko kobieta, która bezskutecznie próbowała usunąć przeszkodę ze swojej drogi. Hermiona była pewna, że to wspomnienie należy właśnie do niej. Najprawdopodobniej była osobą w średnim wieku. Nie wyróżniała się zbytnio wyglądem; włosy w ciemnym odcieniu blondu były krótko ścięte, twarz raczej przeciętna i nawet oczy nie przyciągały uwagi swoją szarością. Miała nie więcej niż sto sześćdziesiąty centymetrów wzrostu, a dość obszerne ubrania nie pozwalały przyjrzeć się sylwetce. Z jej twarzy nie schodziła irytacja, najprawdopodobniej spowodowana przeszkodą na jej drodze. W końcu przeniosła swoją uwagę na skórzaną torbę, która wisiała na jej ramieniu i po chwili wyciągnęła z niej ciemny, podłużny przedmiot - różdżkę. Zamachnęła się i w mgnieniu oka drzewo, które zagradzało jej przejście, zniknęło.

Podróż wydawała się nie mieć końca. Harmiona zastanawiała się, dlaczego nie można było zacząć tego wspomnienia, od momentu dotarcia na miejsce. Mimo że fizycznie nie była zmęczona, to jej umysł miał już dość bezsensownej wędrówki. Była pewna, że zmarnowało to masę jej czasu, jednak coś z tyłu głowy podpowiadało jej, że jest już prawie u celu i nie myliło się. Marsz kobiety był coraz wolniejszy, aż w końcu całkowicie się zatrzymała. Hermionie wydawało się to bez sensu, w końcu, po co miałaby ona odbyć tak długą drogę, aby później zatrzymać się w środku niczego? Wszędzie były tylko drzewa i krzaki. Żadnej żywej duszy. Jednak kobieta wydawała się zaabsorbowana tym miejscem. Przyglądała się wszystkiemu, co miała przed sobą, z przesadną starannością. 

Kobieta wyciągnęła różdżkę po raz drugi. Skomplikowanym ruchom ręki towarzyszyła nieznana Hermionie inkantacja. To, co wydawało się być dalszą częścią lasu deszczowego, okazało się magiczną barierą, za którą kryła się wioska. Nie było to jednak zwyczajne miejsce, w końcu było chronione przez magię. Już na pierwszy rzut oka można było się domyślić, że jest to jedna z wiosek zamieszkiwanych w całości przez czarodziejów. W jednym z ogródków widziała deszcz, chociaż dzień był słoneczny, a w oddali dzieci latały na miotłach. Hermiona nie sądziła, że kiedykolwiek będzie miała okazję zobaczyć inną podobną do Hogsmeade wioskę. Nawet jeśli była ona tylko wspomnieniem jakiejś kobiety. Czarodzieje, którzy mieszkali w tej wiosce, różnili się od tych, których miała okazję spotkać do tej pory. Większość z nich nosiła jasne, niemalże białe, szaty sięgające ziemi bez rękawów. Tylko u dzieci Hermiona widziała kolorowe ubranie, które nie krępowały ruchu. 

Hermiona, podobnie jak w przypadku poprzedniego wspomnienia, nie miała zbyt dużo czasu na przyglądanie się otoczeniu. Musiała pilnować dokąd idzie kobieta, aby nie stracić jej z oczu. Wszystko wskazywało na to, że nie jest tu ona po raz pierwszy. Dokładnie wiedziała, w którym kierunku powinna zmierzać, nie zatrzymała się nawet na chwilę. Hermiona, idąc jej śladem, dotarła na próg jakiegoś domu. Nie różnił się on zbytnio od pozostałych.  Niezbyt wysoki, z jasnego drewna, okna miał niewielkie. Kobieta nie zapukała, tylko weszła do środka. Wewnątrz pełne było trofeów z magicznych zwierząt zawieszonych na ścianach. Hermionie wydawało się to odpychające, jednak kobieta jedynie posłała w ich kierunku nieznaczne spojrzenie. W jednym z pomieszczeń znajdował się mężczyzna. Siedział na krześle, wyglądał na zamyślonego. W przeciwieństwie do większości mieszkańców tej wioski ubrany był w szatę ciemnego koloru. Wyglądem bardziej pasował do kobiety niż śniadych czarodziejów. Jego skóra wyglądała nienaturalnie blado w porównaniu z nimi. Sprawiał wrażenie nie zainteresowanego tym, że ktoś znalazł się w jego domu. Po jakimś czasie Hermiona zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem celowo nie ignoruje przybyszki. Ona sama musiała w końcu stracić cierpliwość, bo zdecydowała się przerwać ciszę:

- Witaj, Nigel, dawno się nie widzieliśmy - powiedziała przesłodzonym głosem kobieta.

- Jak dla mnie, to moglibyśmy nie widzieć się już nigdy, Cathy - odpowiedział jej Nigel. - Co się stało, że postanowiłaś mnie odwiedzić? 

- Jesteś naszą ostatnią nadzieją, Nigel. On jest na tropie. Już prawie to znalazł, a ty doskonale wiesz, co się stanie, jeśli dopnie swego. Tylko ty jesteś w stanie go powstrzymać... - Cathy z trudem ukrywała emocje. 

- Odciąłem się od tego wszystkiego nie bez powodu. Ta sprawa mnie nie dotyczy, nigdy nie powinienem się w to mieszać. Straciłem przez twoją rodzinę wszystko, dlaczego sądzisz, że tym razem też na to pozwolę?

- Jeśli on wygra, stracisz jeszcze więcej. Wiedziałeś, jaka jest stawka, dlatego nam pomogłeś, Nigel. Poza tym może i nie dotyczy to bezpośrednio ciebie, ale twojej córki na pewno. Nie zależy ci na niej? Czy to nie przez wzgląd na jej bezpieczeństwo odszedłeś bez pożegnania?

Nigel jednak nie odpowiedział. Przez chwilę czas się zatrzymał. Hermiona widziała, jak przyglądają się sobie nawzajem, a chwilę później Nigel opuścił dom. Cathy wyglądała na wściekłą. Złapała krzesło, na którym chwilę wcześniej siedział Nigel i rzuciła nim o ścianę, a potem również ruszyła w stronę wyjścia.

Hermiona próbowała przeanalizować to, czego przed chwilą była świadkiem. Podczas rozmowy nie padły żadne konkrety. Zapewne, gdyby była jednym z nich, wiedziałaby doskonale, o czym rozmawiają, jednak na obecną chwilę, pozostały jej tylko podejrzenia. Miała nadzieję, że dowie się czegoś więcej, jeśli podąży za Cathy. Jednak, gdy tylko znalazła się poza domem Nigela, obraz zaczął się zmieniać...

***

Ginny wiedziała, że przesadziła, gdy tylko znalazła się poza wieżą Gryffindoru. Nie powinna tak bardzo naciskać na Harry'ego, nawet jeśli była pewna swoich racji. W obecnej sytuacji nie chciała się z nikim kłócić. Jednak nie potrafiła zrozumieć, jak można być aż tak ślepym? Dla niej to wszystko był tak oczywiste, jak to, że na poniedziałkowej lekcji Snape wciąż będzie miał tłuste włosy. Widocznie nie wszyscy są tak spostrzegawczy. Chociaż o ile mogła zrozumieć głupotę Harry'ego, tak z ignorancją Hermiony miała problem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nigdzie nie mogła jej dzisiaj znaleźć, a szukała wszędzie. Harry zapewne wiedziałby, gdzie jest Hermiona, jednak jego nie mogła o to zapytać z wiadomych przyczyn.

Ginny z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej zdawała sobie sprawę z tego, jak głupie jest jej zachowanie i myśli. Za wszelką cenę starała się znaleźć coś, co odwróci uwagę od jej własnych problemów. Doskonale wiedziała, że prędzej, czy później będzie musiała zmierzyć się z rzeczywistością, liczyła jednak na tę drugą opcję. Podjęła w tym roku tak wiele irracjonalnych decyzji, że jedna lub dwie więcej, nie zrobią jej dużej różnicy. Musiał tylko pilnować, aby Dean się o niczym nie dowiedział. Niczego nie była tak pewna, jak tego, że jej chłopak nie będzie w stanie tego wszystkiego zrozumieć. Bez względu na to, jakie miała intencje.

Usilnie próbowała znaleźć wyjście ze swojej sytuacji, jednak nic nie osiągnęła. W końcu zdecydowała się wyrzucić ze swojej głowy wszystkie myśli, chociaż na kilka minut. Postanowiła, że później zacznie się przejmować sobą i innymi. Potrzebowała chwili spokoju. Nie był on jej jednak dany, już chwilę później na drodze stanął jej brat - Ron.

- Cześć, Ginny -  przywitał ją, mimo że widzieli się dzisiaj już kilka razy.

Ginny zastanawiała się przez chwilę, czy powinna się do niego odezwać. Z jednej strony przeprosił Hermionę i Harry'ego, ale ona wciąż była na niego zła. W końcu nie miała pewności, że zrobił to z dobrych pobudek. Zdecydowała się jednak zaryzykować.

- Cześć - odpowiedziała krótko Ginny.

- Gdzie idziesz? - zapytał Ron.

Miała nadzieję, że nie będzie chciał kontynuować tej rozmowy. Nie miał ochoty na spędzanie w jego towarzystwie więcej czasu, niż było to konieczne. Jednak nie mogła odejść bez odpowiedzi, skoro już zdecydowała się do niego odezwać.

- Spaceruję. A ty?

- Mam coś do załatwienia - odpowiedział Ron.

- Co takiego? - zapytała Ginny, która po raz pierwszy od dawna, była zainteresowana tym, co robi jej brat.

- Nic ciekawego, tak właściwie to powinienem już iść... - powiedział i ruszył przed siebie.

- Na pewno nie potrzebujesz pomocy? - chciała go jakoś zatrzymać Ginny.

- Nie, dam radę sam - odpowiedział i zniknął za zakrętem.

Wszelkie podejrzenia, jakie Ginny miała w stosunku do brata, wróciły. Wydawało jej się oczywistym, że jej brat coś ukrywa. Zastanawiała się, czy powinna to powiedzieć Harry'emu i Hermionie. Nie chciała, żeby wyciągnęli pochopne wnioski. Mimo całej niechęci, jaką darzyła Rona, pozostawał on jej bratem i powinien dostać szansę na odzyskanie przyjaciół. Przecież nie musiał tak naprawdę ukrywać niczego złego, w końcu Hermiona wspominała jej ostatnio, że Ron ma dziewczynę i to pewnie z nią poszedł się spotkać. Ginny miała nadzieję, że tylko o to chodziło, jednak intuicja podpowiadała jej coś innego.

***

Było to z pewnością najbardziej niesamowite miejsce jak do tej pory. Hermiona znajdował się w jakiejś komnacie, ściany zdobiły  złocone płaskorzeźby z marmuru. Przepych było widać z daleka, a co dopiero z odległości kilku metrów? Przed nią stał mężczyzna, wszystko wskazywało na to, że na kogoś czeka. Co chwilę spoglądał na zegar stojący w rogu pomieszczenia. Hermiona zastanawiała się, jaka pozycję może mieć osoba znajdująca się w takim miejscu. Podejrzewała, że jest w jakimś pałacu, nie mogła mieć jednak pewności. Widziała tylko tę jedną komnatę. 

W krótkim czasie rozbrzmiał dźwięk pukania do drzwi, a chwilę później do środka wszedł inny mężczyzna. 

- Chciałeś się ze mną widzieć? - zapytał przybysz, składając ukłon.

- Mówiłem ci tyle razy, że możesz darować sobie to wszystko, gdy jesteśmy sami - odezwał się drugi mężczyzna i dopiero po chwili odpowiedział na pytanie - Tak, chciałbym z tobą o czymś porozmawiać.

- Jesteś następcą tronu, co czyni cię księciem, a mnie twoim poddanym, ale nie o tym chciałeś zapewne rozmawiać. 

- Przede wszystkim jesteś moim przyjacielem, Frank i jak przyjaciela proszę o radę. - powiedział.

- W czym mogę ci pomóc? - zapytał Frank.

Hermiona widziała zawahanie w oczach księcia. Jednak najbardziej interesowało ją to, co robi mugolski książę we wspomnieniach i jakim cudem udało się komuś wydobyć z niego te wspomnienia? W końcu ta sztuka zarezerwowana jest tylko dla czarodziei, tego w każdym razie nauczyła się w Hogwarcie. 

- Podczas swoich podróży poznałem pewną kobietę... - zaczął książę. - Rzecz w tym, że nie była to zwyczajna kobieta, potrafiła rzeczy, które trudno byłoby wyjaśnić. 

- Masz na myśli tę, która podobno uratował ci życie? - zapytał Frank.

- Tak, Frank, tę samą. Chodzi o to, że skontaktowała się ze mną niedawno. Potrzebuje pomocy i tylko w jeden sposób mógłbym jej pomóc - odpowiedział.

- Jaki to sposób? - drążył Frank.

- Musiałbym ja tutaj sprowadzić. 

- Chyba nie mówisz poważnie? Wiesz, jak wpłynęłoby to na twoją opinię? Bez względu na to, jak ty ja widzisz, to zwykła kobieta. Naprawdę sądzisz, że to jest tego warte? 

- Wiem, że trudno ci to zrozumieć Frank, jednak uważam, że miłość jest warta ryzyka - odpowiedział książę.

Hermiona widział niedowierzanie na twarzy Franka, jednak trwało to tylko chwilę. Szybko wziął się w garść. Było widać po nim, że chce jakoś skomentować to, co powiedział książę, jednak powstrzymuje się ze względu na ich przyjaźń. W zamian zapytał tylko:

- Wiesz chociaż, jakie ma kłopoty?

- Podobno jakiś człowiek, przed którym uciekała latami, wpadł na jej trop. Tylko tylę mogę ci na ten moment powiedzieć. Chciałbym jednak znać twoją opinię na ten temat. Naprawdę mi na tym zależy.

- Zrobisz, co uważasz za słuszne, bez względu na to, co powiem. Zawsze tak było. Uważam jednak, że nie powinieneś jej tu sprowadzać, chyba że masz zamiar ją poślubić...

***

Albus Dumbledore z pewnością był najbardziej rozpoznawalną personą we współczesnym magicznym świecie. Wielu czarodziejów oraz czarownic miało powody, by go uwielbiać, jak i nie cierpieć. Jednak nikt, żadna z żyjących osób, czy tych, które odeszły już z tego świata, nie pałał do Albusa Dumbledore'a tak ogromną nienawiścią, jak on sam. Miał jednak ku temu powody, o których wiedział tylko on i nie mógł pozwolić, aby kiedykolwiek wyszły na światło dzienne. To nie tylko doszczętnie zniszczyłoby jego reputację, ale także zaprzepaściło lata planów i starań w dążeniu do stworzenia lepszego świata.

Siedział w Hogwarcie, w gabinecie, który należał do tak wielu dyrektorów przed nim i po raz pierwszy zaczął się zastanawiać, czy kiedykolwiek będzie w stanie dorównać któremuś z nich. Ściany były pełne ich twarzy, które od lat powtarzały mu, że już dawno ich przerósł, Dombledore jednak wiedział, że posiadali oni coś, czego on nie posiadał. Poczucie odpowiedzialności względem jednostek, a nie całych społeczności. Owszem, zdarzało mu się troszczyć o poszczególne osoby, jednak tylko wtedy, gdy od ich życia zależało istnienie wielu.

Nigdy nie uważał się za osobę złą, jednak nie mógł także powiedzieć o sobie, że jest dobry. Był realistą z ogromnymi ideami, które nie raz już przerosły ludzi z jego otoczenia. Dlatego często był zmuszany do podejmowania decyzji za nich, nie zawsze im sprzyjających, jednak koniecznych. Im częściej do tego dochodziło, tym mniejsze odczuwał wyrzuty sumienia, aż w końcu doszedł do momentu, w którym potrafił wysłać człowieka na pewną śmierć, bez mrugnięcia okiem.

Zaczął się zastanawiać, jak to możliwe, że po tylu latach podejmowania trudnych decyzji, zaczął go interesować los dwójki nastolatków? Był zmuszony szczerze przyznać, przez samym sobą, że nie chodzi tylko o ich znaczenie w nadchodzącej wojnie. Im dużej o tym myślał, tym wyraźniej w jego głowie pojawiało się rozwiązanie. Zrobił coś, przed czym bronił się od lat, a co jak do tej pory zwyciężyło tylko raz, przywiązał się. Nie wiedział, czy było to spowodowane jego starzejącym się umysłem, czy wyjątkowością tych dzieci, jednak procesu nie dało się już odwrócić. Dlatego o wiele trudniejsze stało się podejmowanie decyzji, gdy w grę wchodziło któreś z tej dwójki.

Albus Dumbledore jest jednak człowiekiem, któremu przede wszystkim zależy na większym dobru i nieważne jak bardzo żałuje później ludzi, których wykorzystał, wie, że gdyby miał okazję podjąć, w tamtym momencie, inną decyzję, nie zrobiłby tego. To tylko pogłębia jego nienawiść do samego siebie, chociaż gdyby miał kalkulować, ile istnień ocalił, poświęcając pojedyncze osoby, wynik byłby dodatni. Nie zmienia to faktu, że od lat, gdy tylko zamknie oczy, widzi twarze tych wszystkich ludzi...

***

Hermiona nie mogła uwierzyć w to, że ktoś przerwał wspomnienie w takim momencie. Tuż przed dowiedzeniem się, jaką decyzję podejmie książę. Mimo że nie miała pojęcia, jakie znaczenie miało to wspomnienie, wiedziała, że nie znalazło się w fiolce od dziadka bez powodu. Nie miała jednak czasu na roztrząsanie tego wszystkiego, ponieważ już znajdowała się w innym wspomnieniu.

W pomieszczeniu panował półmrok, jedynym źródłem światła było kilka świec na stole, wokół którego tłoczyli się ludzie. Hermiona nie dostrzegała żadnych okien, a gdy przyjrzała się ścianom, była pewna, że jest w piwnicy. Doszła do wniosku, że z każdym kolejnym wspomnieniem będzie coraz trudniej zrezygnować. Zdawała też sobie sprawę z tego, że kolejne elementy układanki są jej podawane na tacy, nawet jeśli teraz tego nie dostrzega.

Hermionie udało się naliczyć dziewięć osób w różnym wieku. Dostrzegła nawet noworodka na rękach jednej z kobiet. Ta ilość utrudniała jej wypatrzenie w tłumie właściciela wspomnienia. Miała tylko nadzieję, że nie będzie to stanowiło żadnego problemu w przyszłości. 

- Widzę, że jesteśmy już wszyscy - odezwał się jeden z mężczyzn, który jako jedyny miał brodę. - Cieszę mnie, że udało się wam tu dotrzeć bez problemów. Zwłaszcza w obecnej sytuacji...

- Powiesz przynajmniej, w jakim celu nas tu zebrałeś? - głos zabrała kobieta o pięknych, długich włosach w kolorze hebanu.

- Jak to? Chciałem, żebyście byli bezpieczni - mówił, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.

- Mnie oczu nie zamydlisz. Znam cię dłużej i lepiej, niż ktokolwiek, więc powiedz mi Henry... jaką będziesz miał korzyść z naszej obecności?

Napięcie było niemalże namacalne, a cisza nie została przerwana przez następnych kilka minut. Wszyscy wpatrywali się w Henry'ego z wyczekiwaniem. Hermiona złapała się na tym, że również to robi. Na ułamek sekundy poczuł dziwna więź z obecnymi tam ludźmi, jednak świadomość ta zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.

- Jesteśmy rodziną Enrico, musimy się wspierać w trudnych sytuacjach - w końcu odezwał się Henry.

- Nie ośmieszaj się! - odezwał się mężczyzna łudząco podobny do Henry'ego, nie miał tylko brody, a gdy mu się bliżej przyjrzało, można było dostrzec, że jest młodszy. - Przez cały czas miałeś gdzieś całą rodzinę, zajmowałeś się tylko tym głupim proroctwem! 

Gdy tylko skończył mówić, w pomieszczeniu rozbrzmiał płacz dziecka. Mężczyzna podszedł do kobiety, która miała je na rękach. Hermiona uznała, że są oni małżeństwem. Przez hałas, jaki wywoływało dziecko, nie mogła usłyszeć, co mówili do siebie nawzajem.

- To proroctwo, jest naszym rodzinnym dziedzictwem. Jednak ty nigdy nie potrafiłeś tego pojąć, Erastusie... Nie pomyślałeś nawet przez chwilę o tym, że proroctwo mogłoby odnosić się do Diane?

Hermiona była świadkiem tego, jak twarz Erastusa nabiera coraz głębszego odcienia czerwieni, jak jego zaciśnięte w pięści dłonie zmierzają w kierunku Henry'ego i pewnie dotarłyby do celu, gdyby nie interwencja Enrici.

- Zostaw mnie! Słyszałaś, co on powiedział?! Chce wmieszać moją córkę w te swoje głupie gierki! Nie pozwolę na to! - Erastus krzyczał coraz głośniej, a jego mała córeczka mu wtórowała. 

Hermionie coraz trudniej było znieść wszechobecny chaos. Najgorsze było jednak to, że nie była w stanie temu zapobiec w żaden sposób. Mogła tylko patrzeć bezczynnie na to, jak Erastus krzyczy i wygraża się Henry'emu, a jego żona i Enrica próbują go uspokoić. Chcąc, choć  na chwilę uciec od tego zamieszania zaczęła się oglądać w poszukiwaniu innych osób. Jej uwagę przykuła dwójka dzieci. Mimo iż był to chłopiec i dziewczynka wyglądali niemalże tak samo. Ten sam ciemny kolor włosów, tak samo brązowe oczy... Od razu było widać, że są to bliźnięta. Ta dwójka trzymała się blisko siebie i nie wchodziła w drogę starszym. Po jakimś czasie podszedł do nich młody mężczyzna, który jak do tej pory stał pod ścianą i nie angażował się w żadne rozmowy. Hermiona zaczęła się zastanawiać, czy to przypadkiem nie do niego należało to wspomnienie. Nie było jednak sposobu na potwierdzenie jej przypuszczeń. Postanowiła więc pozostać przy bliźniętach i poczekać na rozwój sytuacji.

- Alphred i Agnes... dobrze pamiętam? - zapytał mężczyzna, a dzieci odpowiedziały skinieniem głów.

- Wujek Gideon - stwierdziła dziewczynka imieniem Agnes. 

- Nie sądziłem, że będziesz mnie pamiętać - powiedział z nutą rozbawienia w głosie. - Jak się bawicie? - zapytał Gideon.

- Już przywykliśmy do tego, że wujek Erastus kłóci się z tatą za każdym razem, gdy nas odwiedza.- powiedziała Agnes.

- A często was odwiedza? - zadał kolejne pytanie Gideon.

- Co kilka miesięcy i zawsze prosi, żeby nie mówić cioci Gretchen, że odwiedzał nas bez niej. 

Hermiona zauważyła, że podczas tej rozmowy Alphred nie odezwał się ani razu. Zastanawiała się, co to mogło oznaczać, jednak trudno było jej określić zachowanie kogoś, kogo nigdy wcześniej nie poznała. Równie dobrze mogłaby to być po prostu jedna z cech jego charakteru. 

- Próbujesz zdegenerować mi dzieci Gideonie? - ich rozmowę przerwała kobieta o miedzianych włosach. - Czy po prostu chcesz wyciągnąć z nich jakieś informacje?

Gideon odwrócił się gwałtownie w jej stronę. Przez chwilę było widać napięcie w jego postawie, jednak szybko zostało zastąpione nonszalancją. Wyciągnął w jej stronę rękę, czekając na jej reakcję, gdy ta odwzajemniła gest, schylił się, aby pocałować jej dłoń.

- Nie ośmieliłbym się Edith.

- Już ci kiedyś tłumaczyłam, że takie rzeczy na mnie nie działają - powiedziała, po czym wyrwała swoją dłoń z jego. 

- Zawsze warto spróbować...

- Nic się nie zmieniłeś, Gideonie.

- Miło to słyszeć.

- To nie był komplement, doskonale zdajesz sobie z tego sprawę - mówiła bez jakichkolwiek emocji, jednak nie robiło to na nim zbyt dużego wrażenia.

- Edith, wiesz doskonale, że jesteś dla mnie jak siostra, ale po tej rozmowie przypomniałem sobie, dlaczego wyjechałem bez słowa na kilka lat...

- Wyjechałeś, bo jesteś tchórzem Gideonie.  Uciekłeś w momencie, w którym Henry najbardziej cię potrzebował. Nie potrafię pojąć, dlaczego ciebie również tu zaprosił... - teraz jej słowa były pełne jadu. Trudno było jej opanować emocje w jego towarzystwie. 

- Ponieważ czegoś ode mnie chce, nie domyśliłaś się? Mój brat jest egoistą, zawsze nim był.  Nigdy nie zrobił czegoś bezinteresownie. Powinnaś to doskonale wiedzieć po tylu latach małżeństwa.

- Może i jesteście braćmi, ale ty ani trochę go nie znasz. Nie masz pojęcia, co musiał poświęcić, abyś mógł beztrosko uciekać od rodziny. Cała wasza trójka, łącznie z Erastusem i Enricą, jest niewdzięczna... - mówiła bardzo szybko, jednak jej słowa były wyraźne. - Gdyby to ode mnie zależało, nie byłoby was tutaj.

Odwróciła się z zamiarem odejścia, jednak zatrzymała się w połowie drogi.

- I nie zbliżaj się nigdy więcej do moich dzieci - mówiąc to, złapała Alphreda i Agnes za ręce i pociągnęła za sobą.

Hermiona spędziła wśród tych ludzi niewiele czasu, jednak dowiedziała się o nich więcej, niż kiedykolwiek by chciała... oczywiście, gdyby nie zmusiła jej do tego sytuacja. Miała do czynienia z pokłóconą rodziną, która z jakiegoś powodu musiała się spotkać, do tego w dość nietypowym miejscu. W końcu kto organizuje spotkania w piwnicach?

- Czy jest jakakolwiek szansa, że dojdziemy dzisiaj do porozumienia? - zapytał Henry, przerywając rozmyślania Hermiony. - Jesteśmy w środku wojny, jednak wy wolicie kłócić się o błędy przeszłości.

Zapadła cisza. Na twarzach zebranych było widać, że zaczyna do nich docierać powaga sytuacji. Nikt nie ośmielił się wypowiedzieć chociażby jednego słowa. Gdy tylko cała uwaga zebrała się na Henrym, zaczął mówić:

- Wiem, że sytuacja między nami jest napięta od lat. Każdego z was zawiodłem chociaż raz, ślepo podążając za wskazówkami naszego ojca. Jednak w obliczu obecnych wydarzeń powinniśmy zakopać topór wojenny i zjednoczyć się przeciwko wrogom. 

- Jak to wrogom? To jest więcej niż jeden? - zapytała Gretchen.

- On połączył swoje siły z Grindelwaldem. Nie wiem, co chce przez to osiągnąć, ale musimy coś z tym zrobić. Trzeba rozbić ten sojusz za wszelką cenę...

***

Hermiona na początku nie miała pojęcia, co się dzieje. Kręciło jej się w głowie i nie była w stanie określić swojego położenia. Minęło kilka minut, nim świat przed jej oczami wrócił na swoje miejsce. Była zaskoczona, widząc przed sobą Dumbledore'a. Nie spodziewała się go spotkać we wspomnieniach... Tylko dlaczego patrzył prosto na nią?

- Możesz czuć się lekko skołowana, spędziłaś w myślodsiewni ponad dobę.

Dopiero gdy zwrócił się bezpośrednio do niej, Hermiona uświadomiła sobie, że znajduje się już w rzeczywistym świecie. Trudno było jej się po takim czasie do tego przyzwyczaić. Widocznie Dumbledore musiał zdawać sobie z tego sprawę, ponieważ czekał, aż dojdzie do siebie.

- Dlaczego nie pozwolił mi profesor zobaczyć tego wspomnienia do końca? - zapytała po dłuższym czasie, Hermiona.

- Miałem nadzieję, że uda mi się wyciągnąć cię stamtąd między wspomnieniami. Szkoda, że się nie udało. Teraz będziesz musiała czekać do następnego spotkania.

- A czy nie mogłabym go dokończyć teraz? - spytała z nadzieją w głosie Hermiona.

- Przykro mi panno Granger, ale twój organizm i umysł są zbyt wyczerpane. Musisz odpocząć. Dam ci znać, gdy będziesz mogła znów tu wrócić.

Hermiona była zła na Dumbledore'a za to, że przerwał w takim momencie. Wiedziała, że to głupie, że ma on rację odnośnie do jej wyczerpania, jednak ciekawość zwyciężała nad rozsądkiem. Dlatego droga do dormitorium okropnie jej się dłużyła i była pewna, że z trudnością wytrzyma czas oczekiwania do następnej sesji ze wspomnieniami.

Była tak zmęczona, że gdy w pierwszej chwili zobaczyła Harry'ego i Ginny kłócących się o coś, wzięła to za halucynację. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niej, że to, scena przed nią jest jak najbardziej prawdziwa. Po całym tym czasie, jaki spędziła wśród kłócącej się rodziny, miała dość konfliktów na długi czas. Postanowiła, że jutro przemówi przyjaciołom do rozsądku, a sama wróciła do swojego dormitorium i zasnęła, nim jej głowa zetknęła się z poduszką.